|
Blog > Komentarze do wpisu
She’s walking on the rain i pierwsza kapiel
Ostatnio Fi miała nowe życiowe doświadczenia- po pierwsze hartowanie bulla. Fi pierwszy raz ze mną i z Piratkiem wyszła na deszcz. Wyprowadziłam ją naładowaną energią i co prawda pierwsze kroki w mżawce nie były dla niej miłe, to coraz bardziej ignorowała aurę. Wreszcie dotarliśmy na boisko, gdzie brzdące przyzwyczajone są biegać. Zabawa na całego, a deszcz padał coraz mocniej. Pirata tez kiedyś przekonywałam, ze spacer w deszczu oznacza bardzo fajna zabawę i choć zajęło mi to kilka miesięcy- ze mną wychodzi bardzo chętnie, za to Robert ma szansę tylko na higieniczny spacer. Młody zrobi, co ma zrobić i zarządza odwrót do domu. Ja tak nie lubię – uwielbiam włóczyć się w deszczu- mało wtedy spacerowiczów, psy aby się rozgrzać biegają szybko. Mała w zabawie nie zauważyła nawet, że deszcz zmienia się w ulewę… Czas na powrót do domu. To, że mały bulek jest przemoczony i trochę mu zimno można wykorzystać, że by przekonać go, że kąpiel w ciepłej wodzie w wannie jest naprawdę bardzo miłym doświadczeniem, a ciepły prysznic na grzbiecie to super pieszczota. Szkoda, że z poprzednimi psami nie wpadłam na ten prosty sposób. Okazał się doskonały- Fi zachwyciła się kapielą – przysypiała w ciepłej wodzie, wyginała się z przyjemności przy myciu szamponem. Pyszczek umyłam bardzo, bardzo delikatnie, żeby nie popsuć dobrego wrażenia. Bulek został wytarty porządnie i zajął się zabawkami. Ja z kolei zadowolona, że przekonałam szczeniaka, że higiena to miła rzecz. Wyprowadzam mała, kiedy jest wilgotno i przekonuję ją, ze warowanie na mokrej powierzchni jest bardziej opłacalne, niż na suchej- zamiast jednego smakołyka, między łapkami ląduje ich kilka- jeden za drugim. Warto zatem leżeć, zamiast od razu wstawać. wtorek, 12 grudnia 2006, zmija14
|
|