|
Blog > Komentarze do wpisu
Mamusia jest najważniejsza, czyli wielkie niespodzianki.
Mała mnie zaskakuje tym, jak bardzo już jest ze mną związana. Trzeba przy tym pamiętać, że jest dość niezależnym szczeniakiem- nie jest przerażona , zostając sama, np. przywiązana poza zasięgiem mojego wzroku, potrafi odbiegać dość daleko. Nie jest przyklejona do nogi z powodu braku pewności siebie, potrafi sama eksplorować świat. Tak więc kontakt między nami wynika z dwóch rzeczy: przede wszystkim ja jestem źródłem samych przyjemnych doznać i kontroluję cenne zasoby ( jedzenie, zabawki), a reszta to praca: przekonanie szczeniaka, że kontakt ze mną się opłaca i że to ona ma o niego zabiegać, np. kiedy kończę sesję szkoleniową, bawię się chwilę z psem i idę zająć się sobą – a sucz dalej chce pracować – praca i kontakt ze mną jest cennym zasobem, bo nie jest na każde zawołanie. Nie wiem, jak to się stało, ale okazało się, że mała pojmuje świat następująco: kocham wszystkich ludzi, ale droga do przyjemności prowadzi przez mamusię. Dowodów na to miałam trzy w przeciągu dwóch dni. Robert to ukochany pańcio, którego mała widzi niewiele i dostaje szału radości widząc go. Robert służy do budzenia rano skakaniem mu na głowę i iskaniem po włosach i uszach, do rzadkich, ale bardzo intensywnych pieszczotek. Na sobotnim spacerze postanowiłam sprawdzić, czy suka będzie chciała z nim pracować. Moje zaskoczenie sięgnęło zenitu. Nigdy nie pracowali razem, zatem poprosiłam, żeby Robert na zwykły siad naprowadził ją smakołykiem. Suka powąchała smakołyk, odwróciła się na pięcie, przybiegła do mnie, dostawiła się do nogi i gapi mi się na twarz. Poprosiłam Roberta, żeby podszedł i jeszcze raz pokazał jej żarcie. Skutek- suka mocniej przysunęła pupcię, czyli poprawiła się. Ok., dostała nagrodę ode mnie. Nie zależy nam na tym, żeby suka słuchała go przy mnie. On pracuje na psy , a ja pracuję z psamiJ Na szczęście Robert nie podchodzi do sprawy ambicjonalnie i jest zachwycony schematem myślenia Fi. Podobna sytuacja miała miejsce na wczorajszym szkoleniu obedience. Poprosiłam naszą treserkę –szefową Małgosię, żeby fachowo pokazała mi na małej, jak uczyć ją cofania się przy nodze( jedne z elementów równania). No i powtórka z rozrywki – sucz powąchała smakołyk w ręce ukochanej przez nią Małgosi i wróciła do mnie. Po trzech próbach zrezygnowałyśmy. Sucz jest przekonana, że smakołyk w łapce kogoś innego oznacza, że trzeba pracować ze mną. Jak dla mnie bomba. No i trzeci przykład: uczę sukę aportowania w dwóch, oddzielnych ćwiczeniach – pierwsze to kształtuje przynoszenie wyrzuconej zabawki a drugie to siedzenie z aportem w pysku. No i w sobotę koleżanka postanowiła pobawić się z nią gumową kaczuszką. Rozbawiła Fi, wyrzucali kaczkę- kaczka został przyniesiona mnie. No i tak wyglądała zabawa w aportowanie- zabawka wyrzucona dla Fi przez kogokolwiek oznacza, że należy przynieść ją mnie. Śmieszny szczeniak. :). wtorek, 12 grudnia 2006, zmija14
|
|